Naprawa taniego zasilacza 12V 36W do lamp LED

Wpis typu “proza życia”. Mamy w kuchni oświetlenie zrobione na “żarówkach” LED, zasilanych napięciem 12V. Kilka lampek nad szafkami górnymi, listwa LED pod szafką do oświetlenia blatu, dwie lampy typu loft nad stołem. Do zasilania kupiłem dwa lata wcześniej tani (~13zł) zasilacz. No i ostatnio…

Awaria taniego zasilacza impulsowego do zasilania oświetlenia LED

No i ostatnio wchodzę do kuchni. W powietrzu czuję zapach spalonej elektroniki, a całe oświetlenie świeci tak na oko połową mocy. Wskakuję na krzesło i szukam na górnej szafce zasilacza. Jest i to dość gorący. Po zdemontowaniu na biurku to cudo techniki prezentuje się tak:

Model S-36-12 czyli 36W i 12V. Plomba, która sama się odkleiła od temperatury. W sumie 1/3 obudowy to radiator, drugie 2/3 to blacha ekranująca – które powinny być podłączone do przewodu (ochronnego) PE. Jeszcze widok na górę obudowy:

I już widać, że jeden kondensator elektrolityczny nie wytrzymał presji i spuchł. Szybkie odkręcenie dwóch świątecznych (gwiazdkowych) śrubek:

No i tu widać coś więcej. Elektrolit filtrujący zasilanie strony pierwotnej wyrwał sobie dodatnią nogę, a z tego spuchniętego można zdjąć aluminiową obudowę z czarną koszulką. Chyba podniosło się w nim ciśnienie i po prostu wyszedł z siebie. No i teraz pytanie zasadnicze – naprawiać czy nie naprawiać.

Co się zepsuło w tanim zasilaczu LED i dlaczego?

Nie znam się jakoś szczególnie na zasilaczach impulsowych, coś tam wiem jak to działa. W tym konkretnym przypadku, widzę, że całość jest dość prostej, typowej konstrukcji (ale nie chciało mi się odtwarzać schematu z płytki). Po stronie pierwotnej (tej z wyprostowanym napięciem sieciowym), są aż dwa tranzystorki, w tym jeden sterujący transformatorkiem (przykręcony do radiatora-obudowy). Jest garść diod, w tym cztery prostujące napięcie sieciowe. Co mogłem, to pomierzyłem bez wylutowywania – na oko i miernik, półprzewodniki sprawne. Po stronie wtórej jest dioda prostownicza Schottkiego (przykręcona do radiatora), za nią wystrzelony kondensator filtrujący, dalej jakiś grubszy dławik i taki sam elektrolit (który ocalał, czyli dławik zrobił robotę). Jest prosty układzik na TL431, który poprzez transoptor daje sprzężenie zwrotne o napięciu wyjściowym. Tutaj też półprzewodniki są sprawne, rezystory trzymają parametry. Wygląda na to, że skończył się elektrolit o parszywej jakości po stronie pierwotnej 33µF/400V, tętnienia sieci przeniosły się na stronę wtórną i wykończyły mniej podły elektrolit 1000µF/16V. Drugi, identyczny kondensator ocalał, prawdopodobnie dławik stłumił częściowo tętnienia.

Naprawa ekstremalnie taniego zasilacza impulsowego do oświetlenia LED

No to naprawiamy.

Znalazłem w zapasach dwa elektrolity 1000µF/25V z odzysku. Pomierzyłem testerem elementów – parametry lepsze niż tych dostępnych teraz w sklepach. Co prawda są trochę większe niż te oryginalne (dobrane zresztą napięciowo prawie na styk), ale naprawa ma być tania, więc muszą się zmieścić. Z ciekawości zmierzyłem parametry tego, co nie wytrzymał ciśnienia:

I wszystko jasne. No to jeszcze ten uratowany przez dławik:

Można by go zostawić, jeździć i obserwować ;), no ale bez przesady, też do wymiany. Tego filtrującego napięcie pierwotne nie zmierzyłem, bo ciężko z jedną nogą zamknąć obwód. Nie miałem takiego w zapasach (ani podobnego), musiałem się pofatygować do pobliskiego sklepu elektronicznego. Nie było oczywiście 33µF, ale za całe 3zł kupiłem 47µF/400V z napisem Jamicon :). Pieniądze wydane, czar taniej naprawy prysnął, trudno.

Ten nowy 47µF/400V był sporo większy od “fabrycznego” 33µF/400V. Podejrzane… Tak samo jak nadruk na laminacie YYS-24W wskazujący na 24Waty, na obudowie naklejka że 36W. Czasem lepiej nie wnikać.

Ładny jest ten zasilacz, to jeszcze jedno zdjęcie:

Skręciłem całość – już nie było tak łatwo – blaszkę perforowaną musiałem powyginać w miejscach nowych, wyższych kondensatorów. Sprawdziłem jeszcze, czy ich obudowy nie mają połączenia elektrycznego z tym ekranem. Nieśmiało podłączyłem do sieci, odchylając i odwracając nieco głowę (taki odruch chroniący oczy i twarz). Nie wydarzyło się nic spektakularnego, prócz zaświecenia się zielonej diody LED :).

Na koniec

Sprawdziłem z ciekawości, kiedy dokładnie kupiłem ten zasilacz – wytrzymał prawie równo 2 lata i miesiąc. Czyli dobrze obliczony :). Generalnie naprawa w sama sobie mało opłacalna, z drugiej strony zasilacze dostępne na miejscu są znacznie droższe, a zamówiony byłby najwcześniej “na pojutrze”. Dodatkowo wydaje mi się, że tak naprawiony zasilacz wytrzyma dłużej niż na fabrycznych podzespołach. Zmierzyłem prąd pobierany przez oświetlenie – 2,3A, czyli jeśli wierzyć oznaczeniu na PCB przeciążam go o jakieś 15%, nie ma tragedii z temperaturą, bo pirometr pokazuje ok. 45ºC. Także reasumując, pal licho tą naprawę, grunt, że jest światło w kuchni.

Możesz również polubić…

3 komentarze

  1. Tsport pisze:

    Dobra robota. Zero waste. 🙂

  1. 29.04.2022

    […] już, że sterownik ogrzewania zepsuł się dzień później po awarii zasilacza ledów w kuchni. Uwielbiam takie akcje “w ciągu”. Plusem jest to, że się nie wychodzi z wprawy […]

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.